Forum Psychologiczne

Forum Psychologiczne

  • Nie jesteś zalogowany.

#1 2008-02-21 19:38:16

kd_kate

New member

Zarejestrowany: 2007-12-03
Posty: 8
Punktów :   

kryzys małżeński

witam,
Bardzo źle dzieje się w naszym małżeństwie i w zasadzie małżeństwem jesteśmy jeszcze tylko na papierku - poza tym wszystko osobno, żadnych wspólnych spraw, nie rozmawiamy ze sobą. Jesteśmy bardzo, bardzo obcy. Myślę ze sąsiedzi dla siebie potrafią być milsi, uprzejmiejsi. Wczoraj podjęłam jeszcze jedną próbę porozmawiania. Zdaję sobie sprawę że w sytuacji w którą my zabrnęliśmy nie ma szybkiego i dobrego rozwiązania. Potrzebny będzie duży wysiłek z obydwóch stron, dużo pracy w odbudowywanie wzajemnego szacunku i relacji. Nauczenie się jakby od nowa bycia razem.  Nie będę się rozwodzić nad tym kto zawinił i dlaczego dzisiaj jesteśmy w takim a nie innym miejscu - jak zwykle prawda leży pośrodku. Chciałabym tylko żeby ktoś spróbował wyjaśnić mi postawę mojego męża. Może jak zrozumiem przyczyny będzie mi łatwiej pojąć właściwą decyzję. Jesteśmy małżeństwem trzy lata mamy dwuletnią córeczkę. Wiadomo jak to w małżeństwie były mniejsze - większe kłótnie. Tylko że w tym czasie mojemu mężowi nie zdarzyło się ani razu załagodzić jakieś konfliktowe sytuacje miedzy nami. Za każdym razem inicjatywa musiała wyjść ode mnie. Jeśli ja się nie odezwałam to po prostu nie rozmawialiśmy ze sobą. Za którymś tam razem stwierdziłam nie tym razem ja pierwsza nie wyciągnę ręki. Poczekam. Czekałam trzy miesiące i się nie doczekałam to ja znowu zaczęłam rozmowę. I tak rozpoczęły się coraz dłuższe i coraz częstsze okresy milczenia i „służbowego odzywania się”. Do tej pory myślałam ze on nie podejmuj prób godzenia się bo tak dziwnie funkcjonuje jego męska duma, ze gryzie się tym ale nie umie wyjść naprzeciw (nikt go tego nie nauczył?). Ale wczoraj zadałam mu pytanie jak sądzi co złego dzieje się w naszym małżeństwie, co mu się nie podoba, dlaczego tak się dzieje i nie umiał mi nic powiedzieć bo jak wytłumaczył on o tym nie myśli!!!! Dowiedziałam się że ma tyle innych zajęć: komputer, internet, gry, angielski, telewizor, kumple ..... Przeżywamy obecnie bardzo wielki kryzys a on o tym nie myśli. Za chwile runie małżeństwo a on o tym nie myśli .... ??????  A przecież jest dziecko. My poliżemy rany i jakoś się z tego otrząśniemy a ona??? Czy z taki podejściem można próbować coś odbudowywać, naprawiać – bez rozmowy nic nie uda się wyjaśnić! Czy tego można się nauczyć?
pozdrawiam

Offline

 

#2 2008-02-22 22:49:16

Monika Dreger psycholog

Administrator

Zarejestrowany: 2007-01-29
Posty: 2025
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Może nie myśli, bo tak jest mu łatwiej.
A czy on chce naprawiać Wasze małżeństwo, czy uważa, że wszystko jest w porządku?

Możecie spróbować naprawić Wasze małżeństwo, ale uważam, że konieczna jest terapia małżeńska.

Offline

 

#3 2008-02-24 01:03:48

kd_kate

New member

Zarejestrowany: 2007-12-03
Posty: 8
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Na pewno nie uważa że jest dobrze, ale mówi że to ja się z nim kłócę – czyli to ja wywołuję sytuacje konfliktowe, ja stwarzam problemy.  Generalnie im więcej czasu minęło od kłótni tym więcej mojej winy a coraz mniej męża. Jeśli już mu przypomnę jak się wobec mnie źle zachował, czy powiedział to stwierdza że musiałam swoim zachowaniem doprowadzić do takiej  sytuacj. Niestety mój mąż ma bardzo duże trudności w rozmawianiu. Sam fakt, że poruszam drażliwy temat wywołuje u niego bardzo silne zdenerwowanie praktycznie uniemożliwiające dalszą dyskusję. Najlepiej żeby wszystko jakoś się samo ułożyło, samo rozwiązało bez konieczności jego zaangażowania. To „samo” to najczęściej jestem ja. W rodzinnym domu męża „samo” oznacza jego mamę. Nie raz się smieję że to tka cudowna kraina – tam wszystko się samo robi, ale już kawałek dalej czar pryska. Jaka szkoda.
Trudno mi powiedzieć co czuję obecnie do mojego męża. Na tę chwilę to przede wszystkim ze względu na dziecko.  Możliwe że to za mało. Mój mąż ma wspaniały kontakt z dzieckiem i całym sercem jest za córcią. A nasza dziewczynka uwielbia kiedy wszyscy razem spędzamy czas lub poprostu jesteśmy przy niej. I gdy pomyślę, że miałabym podjąć decyzję o rozstaniu, i przez to wyrządzić córce krzywdę to nie potrafię. I myślę że ona zasługuje na to żeby dla niej próbować. Zasługuje taż na cichy, bezpieczny dom. Coraz częściej zdaję sobie sprawę, że sama nie dam rady tego połatać. Czasami chcę tylko spokojnie porozmawiać, wyjaśnić a kończy się na wzajemnych oskarżeniach i pretensjach. Może faktycznie potrzebujemy kogoś kto poprowadzi te rozmowy, ostudzi emocje, będzie podchodził obiektywnie. Gdzie można się dowiedzieć czegoś więcej na temat terapii, jak przebiega takie spotkanie?
pozdrawiam

Offline

 

#4 2008-02-24 19:58:39

Monika Dreger psycholog

Administrator

Zarejestrowany: 2007-01-29
Posty: 2025
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Mąż ma nie tylko problemy z komunikacją ale takze silnie rozwinięte mechanizmy obronne.

Jak rozumiem Pani mąż powiela schemat funkcjonowania jego rodziców na Wasze małżeństwo. Tam mama łagodziła konflikty, a teraz mąż wymaga, żeby Pani robiła to samo. Tak dzieje się bardzo często - mąż nie zna innego sposoby funkcjonowania rodziny niż ten z jego domu rodzinnego, więc ten schemat przenosi na własną rodzinę. Może Pani zapytać męża czy pamięta jak się czuł w domu jako dziecko, gdy rodzice się kłócili.

Co do odejścia - proponowałabym najpierw podjąć próbę ratowania małżeństwa. Potrzebna jest na początek spokojna rozmowa z mężem (trzeba wybrać dogodny moment) - musi Pani powiedzieć jak się Pani czuje w Waszym małżeństwie, o wszystkich swoich obawach, o tym, że nie jest Pani szczęśliwa - a tak nie musi być, trzeba spróbować "popracować" nad małżeństwem, po to, aby nie trwało ono jedynie ze względu na dziecko, ale żebyście chcieli być razem i byli szczęśliwi. Małżeństwo nie musi być pasmem bólu, nieszczęść i wyrzeczeń.

Co do terapii - są różne szkoły terapeutyczne. Jedne na spotkaniach zajmują się tym co działo się do tej pory w małżeństwie, skąd wynikają problemy, inne zajmują się zmianą zachowań małżonków.

Offline

 

#5 2008-02-27 11:37:38

kd_kate

New member

Zarejestrowany: 2007-12-03
Posty: 8
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Monika Dreger psycholog napisał:

Co do odejścia - proponowałabym najpierw podjąć próbę ratowania małżeństwa. Potrzebna jest na początek spokojna rozmowa z mężem (trzeba wybrać dogodny moment) - musi Pani powiedzieć jak się Pani czuje w Waszym małżeństwie, o wszystkich swoich obawach, o tym, że nie jest Pani szczęśliwa - a tak nie musi być, trzeba spróbować "popracować" nad małżeństwem, po to, aby nie trwało ono jedynie ze względu na dziecko, ale żebyście chcieli być razem i byli szczęśliwi.

Zdaję sobie sprawę jak ważna jest w tej sytuacji spokojna, mądrze poprowadzona rozmowa. Jednakże jest to niezmiernie trudne w momencie kiedy przeważającym uczuciem jest żal, że ja wkładam tyle wysiłku a ty..... Jeśli jesteśmy odmiennego zdania, mój mąż stwierdza: „Ja myślę inaczej” – i na tym koniec  natomiast cały ciężar argumentacji należy do mnie – to ja mam go przekonać nie odwrotnie. Próbowałam mówić o tym jak się czuję, że uważam że nie docenia mojej pracy, wysiłku, potrzeb, że mnie nie szanuje – opinia męża ze mam kompleksy. Zapewne to prawda po prostu jak większość ludzi.  Może to nie był ten moment, może on czuł ze zbyt naciskam, ale ja nie jestem cyborgiem tylko człowiekiem i nie wszystko robię wspaniale, idealnie i właściwie.  A chciałabym mieć poczucie, że nawet jeśli to ja mam zły humor to nie spowoduje to półrocznego nie odzywania się. Dlatego postanowiłam skorzystać z pomocy psychologa. Mam nadzieje ze pomoże mi radzić sobie ze złością i przygnębieniem. Również mam nadzieję że rozmowy ze specjalistą dadzą mi inną perspektywę problemu , inne drogi dotarcia do mojego męża. W tym momencie to tyle co mogę zrobić, gdyż mój mąż nie zgadza się na terapię rodzinną.
Dziękuje za wsparcie.

Offline

 

#6 2008-02-27 13:35:40

kd_kate

New member

Zarejestrowany: 2007-12-03
Posty: 8
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

witam aga_bis. Dziękuję za odpowiedź. Również tak jak ty czuję że nie mam siły i nie daje rady – dlatego zdecydowałam skorzystać z pomocy psychologa. Mam nadzieję, że pomoże lepiej zrozumieć problem, a jeśli po mimo wskazówek specjalisty nie uda się na z mężem przezwyciężyć kryzysu to może osiągnę to że będę silniejsza i lepiej poradzę sobie z tą trudną sytuacją. Choć teraz nie potrafię sobie tego wyobrazić. Wydaje mi się ze wykorzystałam całe swoje możliwości, umiejętności i dotarłam do takiego miejsca, w którym ja sam już nic więcej nie wymyśle. Czas na zmiany np. w podejściu. I te wskazówki mam nadzieje uzyskać od psychologa. Dzisiaj mam pierwsze spotkanie. Nie wiem jakie ty masz możliwości żeby skorzystać z takiej pomocy, ale pomyśl o tym- szczególnie że czujesz się bardzo osamotniona. Naprawdę nie musisz być w tym sama -  ile jeszcze wytrzymasz?  Piszesz że mąż chce wyjechać za granice. Czy zastanawia się nad tym jak sobie w tedy poradzisz? Sama z małym dzieckiem? Jak on sobie to wyobraża? Czy na przykład on by temu podołał? Jeśli wyjedzie to szkoda bo to chyba nie będzie dla was pomocne. Wiem, ze wspaniałe byłoby takie wsparcie otrzymać od najbliższej osoby, ale cóż.... Pozdrawiam Cie. I również życzę powodzenia

Offline

 

#7 2008-02-28 11:52:51

kd_kate

New member

Zarejestrowany: 2007-12-03
Posty: 8
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

czesć aga.bis
Naprawdę nie wiem co ci napisać – gdy w perspektywie jest wyjazd męża. Bardzo mi przykro ((((((. Czy można przesunąć jakoś termin wyjazdu, tak żeby rozłąka nie była w momencie kiedy jest największy żal i rozgoryczenie. Może trochę spróbować poprawić stosunki między wami – również przy pomocy specjalisty, tak żebyście wiedzieli że chcecie próbować i spróbować odbudować zaufanie.
Piszesz że nie masz z kim zostawić dziecka, i często zaznaczasz, że zajmujesz się synkiem 24 h, czy to oznacza również że przeważnie jesteś sama z dzieckiem? Chodzi mi o towarzystwo dla ciebie – koleżanki, twoi rodzice, rodzeństwo? Czy ty dodatkowo jeszcze nie odczuwasz po prostu znużenia? Trudna sytuacja związana z chorobą teściowej ma wpływ również na ciebie choćby z  tego powodu, że całe dnie jesteś sama z dzieckiem - to bardzo duże obciążenie. Czy na przykład po powrocie męża ze szpitala, jest już na tyle późno że nie możesz wyjść do koleżanki albo po prostu na spacer? I nie myślałabym w tedy że jestem egoistką bo nie wspieram męża. Właśnie przez to że coś zrobisz tylko i wyłącznie dla siebie będziesz miała więcej siły aby mu pomóc. To chyba taki zdrowy egoizm. Ważne jest też żeby nabrać dystansu a w domu w czterech ścianach gdzie to wszystko się rozgrywa naprawdę o to trudno.
Pytasz się jak po wizycie .... mam mieszane uczucia, ale to było dopiero jedno spotkanie – może po cichu marzyłam o super pigułce na bolączki i zmartwienia ))). Przede wszystkim co usłyszałam to, że oboje musimy poddać się terapii. Drugie: odpuści na jakiś czas rozmowy (te z  typu „poważne” bo na pewno nie chodzi o nierozmawianie w ogóle), po prostu skupić się na poprawieniu atmosfery w domu, ale bez narzucania, wyciszyć tę całą złość. Nie chodzi o nadskakiwanie mężowi. Myślę że chodzi tu o NEUTRALNOŚĆ – nie próbować wciągać go w rozmowy bo to jest dla niego trudne i on traktuje to jako atak, ale też nie mam nagle wychwalać go pod niebiosa i  mówić ze jest naj, naj naj... bo może mu się to kojarzyć z czyś nie naturalnym bądź kpiną. Nie spełniać też  wszystkiego wbrew sobie bo może dojść do wniosku, że jego metoda jest skuteczna. Zmiany należy wprowadzić, ale zdecydowanie metoda małych kroczków i to mają być zmiany w nas obojgu. Oczywiście czas tu ma bardzo duże znaczenie, więc poprawić atmosfere i zaproponować spotkanie ze specjalistą. Ponieważ mój mąż ma duże opory przed skorzystaniem z  tego rodzaju pomocy, mam mówić, że to ja poszukuję tej pomocy a psycholog tylko chce uzyskać obiektywny obraz sytuacji (sposobiki). Sporo mówiła mi o formie w jakiej przekazujemy sobie nawzajem pewne informacje (rozkaz, prośba, błaganie) jak zmieniać to co chcemy powiedzieć, żeby ta druga osoba nie czuła się naciskana, przymuszana i że jeśli chodzi o mężczyzn muszą to być bardzo konkretne komunikaty.

Pozdrawiam i mam nadzieję że za jakiś czas napiszesz: jest lepiej.

Offline

 

#8 2008-03-26 10:02:30

kredeczka

New member

Zarejestrowany: 2008-03-26
Posty: 3
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Witam Was dziewczyny.. zapoznalam sie z waszymi problemami i jako ,ze uwazam ,ze mam bardzo podobny ..postanowilam zalogowac sie z wyzalic.. jestem mloda dziewczyna ..po slubie jestesmy 2 lata bez dzieci... zawsze powtarzamy, ze mamy jeszcze czas..najpierw skoncze studia.. ale nie o tym mowa.. moj zwiazek jak dotad wspanialy, zakochana po uszy w mezu myslalam , ze z wzajemnosci.. jestem choleryczka ..czepiam sie o pierdoly.. krzycze bez sensu..powtarzajac glupote mojej mamy.. wiem , ze to robie , wiem jednak takze ,ze oprocz tego uchylam mu nieba i  nikt ani nic nie liczy sie jak on.. On dojrzaly, uparty, wychowany bez ojca ..z rozbitej rodziny.. udaje czlowieka bez uczuc a jednak ja odkrylam w nim wiele milosci.. ciezko z nim rozmawiac na powazne tematy zazwyczaj odbiera to jako atak konczacy sie klotnia,, zazwyczaj tlumi wszystko w sobie..nie wybuchal..te kilka lat nie wybuchal..do wczoraj..kidy uslyszalam ,ze ma mnie dosc , ze juz mnie nie kocha, ze nie chce mnie widziec.. nie wiem co myslec nie wiem czy to kolejna ucieczka od rozmowy czy prawda.. kocham..nie chce sie rozstac..zalezy mi ..nie wiem co robic...

Offline

 

#9 2008-03-27 08:49:49

kredeczka

New member

Zarejestrowany: 2008-03-26
Posty: 3
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Aga.. jak milo , ze odpisalas... nie wiem co napisac..staralam sie rozmawiac.. ale ciezko..ciezko cokolwiek wydusic.. moj maz ma glupie przyzwyczajenia- przeszedl do wszystkiego na porzadku dziennym..zachowywal sie wieczorem jakby nigdy nic sie nie stalo..a przeciez nie mozna tak..nie mozna ciagle uciekac od rozmow..udawac , ze jest wszystko ok.. tak bardzo chcialabym zmusic go do szczerej rozmowy bez udawania, krzykow i wazenia slow.. a jednak chyba narazie mi to nie grozi.. obiecalam sobie.. obiecalam sobie ze bede panowala nad moim cholerycznym charakterem , ze postaram się nie czepiac o wszystko .. i wierze ,z e i on sie postara.. bo kocham kocham wciaz z calych sil.. mimo ze czasami serce krwawi... Agniesiu a jak u ciebie? mam nadzieje ,ze wszystko zaczyna wracac na dobra dorge... trzymam kciuki z calych sil!!

Offline

 

#10 2008-03-28 07:38:20

kredeczka

New member

Zarejestrowany: 2008-03-26
Posty: 3
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Aga... przykro mi ale moze walsnie czas ,odleglosc, tesknota sprawi ze odnajdziecie sie na nowo... apropo moich zmian to postaram sie nie byc upierdliwa co nie oznacza, ze zmienie siebie pod innym wzgledem..w koncu wiedzial co bral...a czy przeprosil..niee.... przytulil wczoraj i powiedzial ,, nie chciales cie zranic" a moze to ma byc traktowane jako przeprosiny..ciezko mi powiedziec...jakis ciezar nosze w sobie...

Offline

 

#11 2008-05-06 22:08:47

Agness

New member

Zarejestrowany: 2008-05-06
Posty: 1
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Z moim mężem znamy się już osiem lat a pół roku temy wzieliśmy ślub. Chociaż rok przed ślubem zdażały się upadki w naszym związku to jednak i tak się pobraliśmy.Jesteśmy młodzi i nie mamy jeszcze dzieci. Nasz dzień wygląda teraz całkiem inaczej niż 2,3 lata temu.Wiem z e charaktery ludzi sie zmieniaja w zależności jak zmienia się nasze życie. w głębi serca mocno kocham mojego męża i wiem że on też mnie napewno kocha, chociaż zapomniał prawie całkiem o tym ,że kobiecie trzeba okazywać swoje uczucia przytulić się do niej pocałować, A tymczasem on zapomniał o tym by to robić o współżyciu już nawe niewspomnę to jeszcze mam wrażenie jakby on mnie wogóle już nie pragnął.Ja nie potrafię żyć mijając sie nawzajem obojętnie.Prawie za każdym razem gdy go chce przytulić pocałować czy coś więcej to on się wykręca że na przykład zmęczony jest lub coś w tym stylu. Ja nie chcę go do niczego zmuszać ale ja nie mogę żyć bez jego pocałunków czy przytulenie lub usłyszenia czegoś miłego z jego ust. gdy mu mówie o moich odczuciach to on jak zwykle tłumaczy sie tym że jest przemeczony ale czy można być zmęczonym do tego stopnia by nie mieć ochoty choćby na odrobinę bliskości. Tym bardziej że nasze małżeństwo się dopiero zaczyna a my zachowujemy się jak staruszkowie!Popadam przez to w depresyjne stany głebokiego wewnętrznego nieopisanego bólu i użalania się nad sobą i czy czasem nie popełniłam największego życiowego błedu decydując się na  wspólne życie aż do śmierci właśnie z nim. Jestem już bardzo zmęczona tym stanem.Wolałabym  czasem wogóle się nie narodzić!!!

Offline

 

#12 2008-05-07 18:18:02

miriam

New member

Zarejestrowany: 2008-05-07
Posty: 1
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Cześć Dziewczyny. Czytam o Waszych problemach i zastanawiam się, czy naprawdę wszyscy mężczyźni są tacy sami?

Ale chyba chciałam Was podnieść trochę na duchu. Mam za sobą 16 lat małżeństwa (dwójkę świetnych dzieci). Wyszłam za mąż z miłości i nadzieją, że mąż mnie też kocha. Uwierzcie mi nie było łatwo przez cały ten czas. Urodziłam dzieci, mąż mi pomagał, ale ja oczekiwałam od niego nie tylko pomocy. Pragnęłam ciepła, pocałunku(takiego zwykłego w policzek czy czółko), uśmiechu na dzień dobry, po prostu dla nas kobiet zwykłych dowodów miłości w codziennym życiu. Do tej pory mój Mężuś nie potrafi rozmawiać na poważne tematy, ale nauczyłam się je zaczynać zawsze z uśmiechem i co najważniejsze bez pretensji w głosie(oj potrafiłam tak robić-ze wstydem się przyznaję). Miałam tak jak Wy chwile załamania, myślałam , że to już koniec. Nie przestałam kochać i zawsze walczyłam o nasz związek.
W naszym związku bywają kłótnie, małe sprzeczki czasami awantury. Dziewczyny, ja wychodziłam z założenia, że nie ujmę sobie honoru jak pierwsza wyciągnę rękę na zgodę. Opłaciło się, bo z czasem bardzo delikatnie próbowałam przekonać swojego męża, że mi też byłoby miło usłyszeć od niego pierwsze "przepraszam" . Nie twierdzę, że zawsze to robi, ale bywa, że po gwałtownej wymianie zdań, obrażeni idziemy spać, a rano będąc w pracy dostaję miłego sms-a z przeprosinami. Może po prostu cierpliwością (tak jak z dziećmi) należy nauczyć Waszych Panów rozmowy, odrobiny romantyzmu(ja swojego jeszcze tego nie nauczyłam:-) ), no i słowa przepraszam wypowiadanego z ich własnej inicjatywy.

Co do nieba- ja też swojemu go uchylam, bo życie mamy niestety tylko jedno...

POWODZENIA I WYTRWAŁOŚCI WAM ŻYCZĘ

Offline

 

#13 2008-06-08 18:51:52

xkamilcia

New member

Zarejestrowany: 2008-06-04
Posty: 4
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

witam was dziewczyny.tak czytam wasze opowiesci i milo ze nie jestem sama.jestem w podobnej sytuacji a w sumie najbardziej do pierwszej opowiesci kate. ale z kazdej u mnie cos jest.u mnie jest taka skladanka z waszych opowiesci. Ja nie jestem jeszcze mezatka tak jakos wyszlo ale mamy dziecko 3 miesieczne,mieszkamy razem no i slub ma byc... hmy bardzo mnie to martwi ze mamy juz takie problemy bo jestesmy razem 3 lata:( moj partner jest osoba bardzo nerwowa to raz,dwa teraz moze mniej ale jest bardzo zazdrosny,a trzy od samego poczatku naszego zwiazku uczylam go rozmowy bo faktycznie nie potrafil.byl okres kiedy bylo dobrze.teraz znow zaczyna sie walic.on pracuje za granica 4 tygodnie na 2 w domu i powiem wam ze hmy no wyjazd jest dobry bo zatesknimy itd.pierwsze pare dni jest ok ale pozniej zaczyna sie to samo.klucimy sie o blachostki ja bylam raczej ta spokojniejsza osoba ale od jakiegos czasu stalam sie bardziej nerwowa i wrecz stalam sie furiatka:/gdy zawsze sama prowadzilam do rozmowy walczylam zeby rozmawiac rozmawiac i jeszcze raz rozmawiac tak teraz sama na to od jakiegos czasu nie mialam juz sil i nazbieralo sie tego.gdy zaczynam rozmawiac tlumaczyc mu co mi sie nie podoba o nzaczyna sie denerwowac ze mu cos nazucam nie daje se powiedziec i konczy sie to klutnia.i nie raz konczy sie nawet slowami ze mamy siebie dosc i dlugo tak nie pociagniemy.mam swoja sytuacje bardziej opisana tez w innym poscie.bardziej kierowalam sie nerwami...ze chodzi tu o nerwy.no i jest w tym troche prawdy.ale to tez juz taki charakter:/facet nerwowy nie potrafiacy rozmawiac.i tez nie prowadzacy do tego zeby bylo lepiej tylko zachowuje sie jak gdyby nic i to mnie meczy to mnie od srodka dusi zeby cos mu powiedziec zeby zaczac temat:/a najbardziej dreczy mnie to ze mnie nie rozumie moich oczekiwan gdy mu tlumacze albo zaczynam tlumaczyc oj jest ciezko i zamiast wysluchac i jakos dojsc do porozumienia to wkurza sie ze ja mysle tak a nie inaczej o nim.i tez fakt u niego w domu nie bylo za ciekawie i zawsze mama jego byla ta ciepla osoba a ojciec....wojskowy ktory siegal za alkochol i wielki rygor w domu:/moj partner wiele nie nauczyl sie w domu jak naprawde zyc w rodzinie.ja tez lekko nie mialam. to wszystko sie naroslo za bardzo a zalezy mi strasznie na tym zeby to naprawic dlatego rowniez mysle o terapii.milo ze kolezanka napisala ze na terapi powiedzieli zeby nie rozmawiac juz na sile tylko starac sie zeby bylo lepiej.hmy sprobuje.. ale do psychologa napewno chce sie udac w najblizszym czasie jak tylko partner wroci a wraca za 3 tygodnie.Zalezy mi bardzo bo chce zeby moja kochana corunia miala w zyciu lepiej niz ja.Ja jestem z rozbitej rodziny i no nie wpominam tego milo:/Na dzien dzisiejszy jest mi rowniez bardzo ciezko moze i dlatego tez tak strasznie nerwowa sie zrobilam poniewaz jestem sama z coreczka 3 miesieczna:/rodzina hmy...gdyby mogli sie postarac mogli by byc u mnie czesciej ale to trzeba chciec... i niestety licze tylko na siebie w codziennych obowiazkach:/ ale tak jak kolezanka napisala rodziny sie nie wybiera.Jest mi naprawde ciezko ogolnie i zamarwiam sie strasznie tym zeby moja corka nie miala takiego losu jak ja dlatego za wszelka cene chce cos zrobic zeby bylo dobrze.Ale ciezko:(dziewczyny napiszcie jak tam sie u was sprawy poukladaly.Jestem bardzo ciekawa.Pierwsze co jak partner wroci zastosuje taktyke hmy...nie zaczynania gnebiących rozmow tylko starania sie zeby bylo dobrze no i do psychologa pujdziemy napewno.Ale co dalej jesli to nie pomoze:(Moj partner jest naprawde osoba z ciezkim charakterem,nerwus zadarty nie dajacy sobie nic powiedziec:(na dzien dzisiejszy gdy rozmawiam z nim na gg to pisze mu ze musimy porozmawiac powiedziec sobie doslownie wszystko co nam na sercu lezy,to niby mowi ze tak porozmawiamy ale tez bylo tak ze nie raz rozmawialismy i nadal to samo:(a poza tym na odleglosc...wiele sie mowi bo sie za soba teskni.i tak samo jak na papier mozna wszystko wylac...gorzej jest jak jest sie razem.Wiec co do wyjazdow hmy...to jest dobre ale tylko na chwile jak sa jakies problemy to i tak wracaja.:(Pozdrawiam was serdecznie kochane i czekam na odpowiedz jak tam u was sie uklada. i trzymam za was kciuki

Offline

 

#14 2009-11-16 00:08:08

chwilkaluzu

New member

Zarejestrowany: 2009-11-15
Posty: 1
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

Ja z kolei jestem w takim dole i nie przeceniając atrakcyjnosci wlasnych przeżyć nie widzę brzegów tego dołu i nie wiem kompletnie od czego mogłabym zacząć jakiekolwiek wynurzenia:(

Offline

 

#15 2009-12-28 21:20:34

 kryzys20

New member

Skąd: uk
Zarejestrowany: 2009-12-28
Posty: 1
Punktów :   

Re: kryzys małżeński

jestem mezczyzna, i mnie tez dotknal kryzy malzenski i nie wiem jak sobie z tym poradzic i nawet nie wiem od czego zaczac dyskusje na forum i jak poradzic sobie  z tym wszystkim bo leki antydepresyjne, ktore przyjmuje teraz nie pomagaja i nie mog dotrzec do zony z zadnymi argumentami i przebic prze mur jej neicheci

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
ile kosztuje astro na 21? ogame www.sesja.pun.pl numery od lasek z orange tibia postacie na sprzedaz bezpiecznik od czujnika temperatury golf 4