Forum Psychologiczne

Forum Psychologiczne

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie


#1 2009-05-04 19:44:10

berenika

New member

Zarejestrowany: 2009-05-04
Posty: 2
Punktów :   

Rozpad małżeństwa po 24 latach

Po 24 latach małżeństwa , jak sądzę, nawet dość udanego, nastąpił ciężki kryzys. U mnie spadek hormonów, mąż poczuł się odtrącony i niestety ... zakochał się w koleżance z pracy, która "troskliwie się Nim zaopiekowała". Do tej pory przez te wszystkie lata mąż deklarował swoje uczucia do mnie i twierdził , ze są cały czas żywe i że swoje życie ze mną wygrał. Chyba tak było, bo ja to czułam. W naszym związku były i burze, i świeciło słońce - samo życie.  Ogólny bilans na plus.
Nigdy nie miałam innego planu, całe siły i środki wkładałam w tą rodzinę. Dlatego wobec tego co nastąpiło stanęłam  jak niemy posąg, bez ruchu , bez gestów, bez sił. Zaskoczenie megagigantyczne.
Utrata Jego uczuć była dla mnie ciężkim ciosem i przeżyciem. W 25 rocznicę nie było już co świętować. A prezentem było rozstanie.
Od tego czasu minęły 2 lata. Nie mamy jednak rozwodu, ja nie mam jeszcze na to sił, ani pomysłu jak rozwiązać wiele spraw. On też nic nie robi w tym kierunku. Mieszkamy w jednym domu ale w osobnych mieszkaniach , właściwie to nie rozmawiamy ze sobą w ogóle, ostatnio jakby troszkę więcej. On nie jest z kobietą która rozbiła nasze małżeństwo, dla niej to była zabawa. Jego życie to teraz wielka tajemnica. Wyjeżdża na całe weekendy, na całe urlopy, nikt nie wie gdzie.  Myślę, że poznał inną kobietę, albo sama już nie wiem.
Wiem , że muszę żyć własnym życiem, pozbierać się wreszcie i z całych sił staram się o to, walczę o siebie - dzieci bardzo mi pomagają , są w sensie duchowym ze mną. Próbowałam poznać kogoś, próbowałam ułożyć sobie życie inaczej, ale jakoś nic mi nie wychodzi. Ciągle wraca do mnie ten mój nastrój kryzysowy, jak bumerang. Nie mogę się od niego uwolnić. Mam coraz mniej sił do życia i walki. Jestem mniej twórcza i mniej wydajna w pracy. Czasami to ja w ogóle nie pracuję. Wszystko jakoś tak się toczy, sama nie wiem jak. Wiem, ze moja sytuacja jest nieciekawa, to "ocieranie się" o siebie i odnawianie ran jest okropne. Jednak ja nie ułożę sobie życia w innym miejscu, bo to sprawa pracy, mieszkania, finansów. Utrzymuję siebie , ale nie mam 20 lat , a 52 i pracy nie zmienię, bo gdzie i na jaką. Tutaj jest cały dorobek życia. Zresztą i sił mi brakuje na wszelkie działania. Chyba nie potrafię być samotna, nie sądziłam, że tak źle będę to znosiła, zawsze myślałam , ze jestem silniejsza.
Jak jeszcze sobie pomóc? Tylko proszę nie doradzajcie, kina, książki, wypadów za miast, czy gimnastyki, ja to wszystko robię i nic.

Offline

 

#2 2009-05-17 03:19:27

martini513

New member

Zarejestrowany: 2009-05-17
Posty: 2
Punktów :   

Re: Rozpad małżeństwa po 24 latach

Nie wiem czy mogę cokolwiek doradzać 24 lata nie uprawniaja mnie do oceniania Twojej sytuacji ale uwierz 25 lat czy 2 lata rodzina dzieci czy nie to nie ma roznicy ból jest taki sam. ja sie pocieszam ze czas mi pomoze. kupuje mieszkanie wyprowadzam scinam wlosy na krotko i zrywam z dawnym zyciem. Tobie jest trudniej bo wroslas z ten 25-letni zwiazek, kiedys wierzylam w prawdziwa milość do konca zycia a po tym co Cie spotkalo w nic juz nie wierze. Wiem tylko jedno - nie mozna sie poddawać i nawet jesli teraz jestes w totalnym dole to trzeba chociaz nie myslec o koncu - glupio mi o tym pisac bo nie jestem najlepszym pocieszycielem ale jesli bedziemy sie wspierac to moze uda sie to przetrwac i nie lyknac opakowania ketonalu dla usmierzenia bolu (nie oceniaj mnie trudno mi szukam pomocy).
Pocieszam Ciebie i Siebie ze nadzieja jeszcze jest na szczesliwe zycie

Offline

 

#3 2009-05-18 19:57:50

berenika

New member

Zarejestrowany: 2009-05-04
Posty: 2
Punktów :   

Re: Rozpad małżeństwa po 24 latach

Dziękuję bardzo, za te słowa "martini513". Masz wszelkie uprawnienia, a ja nie czuje się przez Ciebie oceniana. Tak ból i rozpacz, sa zawsze te same, tyle, że może dla osoby młodej nadzieje są większe. Oczywiście, że trzymam się jak mogę. Nie jest tak źle, bo mam z natury wesołe usposobienie. I mimo wszystko też ciągle mam nadzieję. Pisze, bo bardzo potrzebna mi rozmowa, nawet jeśli coś nie tak zrobiłam i to będzie podlegało krytyce. Wszystko co nas spotyka jest w jakimś celu. może chociażby po to, żeby pomyśleć zrobić refleksję, zastanowić się. Pędziłam, biegłam, o coś ciągle zabiegałam, pewnie też czegoś nie zauważyłam. Teraz płace ciężką cenę. Jednak chyba do czegoś jest potrzebne moje przemyślenie, może coś jeszcze muszę zrobić?
"Żyjemy z nadzieją i nie bez racji- dopóki trwa życie możliwe jest zmiana każdej sytuacji"(nie znam autora tych słów, ale są ładne)

Offline

 

#4 2011-10-09 20:15:52

Monika Dreger psycholog

Administrator

Zarejestrowany: 2007-01-29
Posty: 2025
Punktów :   

Re: Rozpad małżeństwa po 24 latach

Witam,

W związku z przeniesieniem forum psychologicznego na nowy serwer powyższy wątek zostaje zamknięty. Niestety, z uwagi na regulamin obowiązujący na portalu pun.pl nie mamy możliwości przeniesienia treści. W związku z tym serdecznie dziękujemy za wszystkie zamieszczone przez Państwa wypowiedzi i zapraszamy do kontynuowania wątków pod nowym adresem: www.forumpsychologiczne.org

Pozdrawiam.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
world of warcraft bot teleport do mythar nerwica wegetatywna narządowa internat el internado dom muminkow